Morele, mosty, ciecie

Autor: Konrad Góra, Gatunek: Proza, Dodano: 21 grudnia 2011, 14:48:07

 

Wycięli morelę i całą leszczynę, po którą nie trzeba było chodzić do Mokrzańskiego, ale jest zima, więc aż tak nie puchnę hipokrytyczną irytacją – w końcu też mieszkam na cmentarzysku działek i pewnie trzy lata temu kogoś innego szlag tafiał na widok buldożerów w arkadii – latem bym tego nie zdzierżył, mieszkałem kiedyś na Kromera, i kiedy weszli tam z dobudową drugiego mostu, to akurat był czerwiec, a pod samą krawędzią mostu rosła papierówka, próbowałem się dogadać z cieciem na wyzbieranie owoców z od razu ściętej, ale jak to ujmuje stetryczała młodzież, do której coraz częściej się zaliczam, odbiłem się od ściany niezrozumienia i złej woli, potem tamtego ciecia wyrzucili za przeoczenie kradzieży piły do betonu, a nowym cieciem nocnym został mój kolega, tyle że jabłka dawno już skończyły pod trepami, bo przecież nie w trzewiach ós i trzmieli; wynosiliśmy stamtąd różne śruby i inne rzeczy potrzebne do budowy przeprawy, styropian, wodę i piwo chowane przez robotników w zakamarkach stanowiska pracy; w zasadzie, gdybyśmy bardziej sprężyli ruchy, dorobilibyśmy się gdzieś niedaleko trzeciego Mostu Warszawskiego, z niedostatkow materiału i woli mocy o wiele węższego, takiego, żeby mogły po nim przechodzić jeże, szczury i kuny, oraz ewentualnie samobójcy z wykształcem baletowym, cyrkowym bądź budowlanym, a muszę jeszcze powiedzieć, że na targu rolno-importowym widziałem kiedyś szczura z truskawką w pyszczku i pierwej myślałem, że miast warg zwisa zeń krwawy zewłok, niźli już oporządzona z szypułki truskaweczka, którą tranzytował do domu w kanalizacji, cholera wie po co, może dla witamin, a może z czystej rywalizacji z jakimś innym szczurem, który w tym czasie znosił tam słomę ze skrzyń z arbuzami albo i ćwierć kartofla, kartofel zawsze się przyda: najpierw w pęknięciu betonu znikł on i karminowy owoc u jego ust, a potem znikał jego ogon, trwało to mniej więcej tak długo, jak standardowo trwa cisza w oczekiwaniu na coś ważnego, odwołanie śmierci albo ogłoszenie narodzin, te wszystkie rzeczy, na które w ramach zniesienia czasu potrafi się czekać po 2000 lat, mimo że obchodzi się je cyklicznie, i co prawda, to prawda, za dużo ciszy w tym czekaniu nie ma, lecz gdyby mój szczur miał ogon długi i segmentowy jak chrześcijaństwo, to pewnie z czasem odmilkłbym i zawołał kogoś, żeby razem przeżywać przeplatankę jego pojawień i znikań, a że ten ktoś nie widziałby w tym nic prócz obrzydliwego, wszechobecnego szczurzego ogona, to całe to misterium wnet szlag by trafił, jak mnie na widok ściętej moreli.

Spadł śnieg i jest ponowa, zapomniane słowo; jest ponowa, lecz nie ma tropów, pod topolami pazury bażantów i gawronów, ale te zawsze można obejrzeć w wiecznym błocie terenów wodonośnych, ślady moich psów i moje, a tu ktoś sikał, sądząc z precyzji kobieta, więc to dosyć dziwne, nie dalej jak godzinę temu, bo wcześniej śniegu było zbyt mało, wyszła z osiedla i oddała mocz w ścianie krzaków i śmieci... ani śladu po konsumpcji? Ach, jest wyjaśnienie: sztuczna choinka, zapewne znudzony model, rozpoznałem dopiero po jednolitym błysku igieł, a więc sprzątanie przed świętami, niech wszystko wraca do swoich – papier do papieru, tworzywo do tworzywa, drzewo do lasu. Będzie tu sterczało dłużej i godniej, niż prawdziwe, może doprowadzi do śmiechu jakiegoś spostrzegawczego rębajłę, który tu wejdzie wiosną 2012 dla budowy następnych tebeesów, pewnie nie, pewnie te krzaki trafią prosto pod spychacz i oto plastikowa jodełka skończy jak rzeczywisty świerk w szkolnej albo dorosłej kotłowni na żżęte w młynie gałęzie, gdzie już teraz jakiś palacz c.o. nasłuchuje kroków z parteru, żeby w porę ukryć puszkę stompera czy leżajska w reklamówce z kanapkami albo w piecu, jeśli akurat przypada pora doładunku.  

Komentarze (18)

  • Z niecierpliwością będę czekał na tom Twojej prozy. Bardziej z życia już wyjąć nie można. Pozdrawiam.
    JBZ

  • Konradzie, momenty są ekstra (typu: „samobójcy z wykształcem baletowym, cyrkowym bądź budowlanym” lub „stetryczała młodzież, do której coraz częściej się zaliczam”, czy „sprzątanie przed świętami, niech wszystko wraca do swoich – papier do papieru, tworzywo do tworzywa, drzewo do lasu”), choć dla mnie tekst całkiem poetycki jak na prozę. I zanadto przydawek momentami (typu „hipokrytyczna irytacja”, czy „znudzony model”). Choć to już kwestia gustu i guściku (dla mnie ideał aktualny = Brautigan,Ciosic, Kohout, no bitnicy, wiadomo, a Ty tu jesteś taki francuski bardziej wg mnie :)
    Tak czy inaczej, zawsze z niecierpliwością wyczekuję każdego tekstu i wyczekiwać zamierzam. Z tym, że jedno muszę tu stanowczo zdementować. „…ktoś sikał, sądząc z precyzji kobieta” – Aaaaa, Panowie kochani. To zdaje się Wy macie ów przywilej sikania na stojąco i sterowania całą akcją z naocznym nadzorem. A kobiety… jako, że takiego przywileju z natury nie mają (wszystkiego można się nauczyć oczywiście. Prawie wszystkiego ), to są i w tej sytuacji, krótko mówiąc, nieprzewidywalne (vel raczej chaotyczne) … - w tym ich niezbywalna przewaga, to jasne.
    Pozdr.

  • Miejsce, w którym sikała kobieta (a także samice wielu gatunków), rozpoznajemy po dużej, jednolitej plamie; mężczyźni oddają mocz np. zygzakiem, albo o pnie drzew. Inna sprawa, że kobiety - o samicach saren czy lisów nie wspominając - sikają stosunkowo rzadziej (bo nie w celach znakowych), a więc nieco intensywniej.
    Mówi się, że jedną z przyczyn tak doskonałego unerwienia szczytu fiuta jest wykształcenie umiejętności rozpoznania stałości i twardości podłoża, np. idąc po ciemku przez moczary.

  • No, dziękuję bardzo za pouczającą prelekcję. Wrobiono mnie w typową mieszczkę, ale krew wzywa i pewnie się skieruję na łono ojców w końcu - jak sama nazwa wskazuje - z puszczy jestem. Więc w/w informacje są nader cenne. Ukłony :)

  • Tu określenie "nawija" o kimś kto opowiada, ma swoje uzasadnienie. Ten wątek przechodzi różne fazy, ale ani na chwilę się nie urywa. Dodkonały, mistrzowski sposób opowiadania.

  • Czekam na tekst o piss`sie, piss`ach, moczologii itp, niewątpliwie będzie mocny :) Co zaś do tego tekstu, niestety przepoetyzowany, trzeba go trochę... rozwodnić :)

  • A tak swoją droga, panie ekspert :) ciekawe czy różnice płciowe w oddawaniu moczu mają wpływ na różnice twórcze, na podział na literaturę męską i kobieca? bo faktycznie, tak mi się czasem wydaje, że faceci piszą częściej (może to właśnie atawizm znakowania terenu) i zazwyczaj jakimś takim zygzakiem... :)

  • Aha, no tak, no przecież nie ma różnic (płciowych) w literaturze, wszak obie płcie kupy robią tak samo :)

  • Panie, ja sobie tu winko popijam (rabarbarowe), a Pan mnie tu próbujesz podsmażać szyderstwem swoim(aż wskutek prychnięcia kabel netowy zmoczyłem na różowo). Nie wciągniesz mnie Pan w potwierdzanie racji. A nawiasem mówiąc, wiesz Pan, co to czyściec błotny?

  • No oczywiście, że wiem, co to jest czyściec błotny! Czyściec błotny jest to epoka w dziejach ewolucji mężczyzny, w której to epoce unerwił mu się czubek chuja (* vide wyżej moczary) :)))

  • A tak nota bene - co to znaczy "sądzić z precyzji"? Pytam, bo lubię kiksy, nawet zbieram :)

  • A także dziko rosnąca, jadalna roślina. Robi się z niej frytki z czyśćca.
    A co to znaczy "brać ze słuchu"? Pytam, bo zbieram.

    A faceci piszą częściej, tak jak np. ludzie niepotrafiący pomalować domu, malują go częściej. W tej dyskusji masz Pan na to dwa dowody.

  • Konradzie, masz ciekawe inklinacje, wcześniej nawijałeś o geometrii szczyn, a teraz o arytmetyce, no no :) WŚ :)

  • Nawzajem.

    Ukłony dla Ewy Solskiej.

  • Nie żadne trele morele, ale kawał soczystej prozy.Ze na marginesie dyskusja o oddawaniu moczu?A szczur z truskawką? To co, to pies? Brawo!

  • Ja się zgodzę z Ewą, że za dużo w tym, jak na prozę, poezji. Czyli za mało precyzji właśnie, za bardzo zygzakiem. No fakt, że to takie cudowne uczucie, gdy się spontanicznie szcza, bo się ma - było nie było - działo obrotowe, ale tu trzeba bardziej się zsamiczyć, dać plamę, nawet dużą plamę, kosztem poezji nawet :)

  • Dodam, że taki sposób opowiadania będzie się sprawdzał tylko w przypadku takich fragmentów, króciutkich opowiadań, impresji. Dłuższej formy ów rumak pełnokrwisty, ale nie nawykły do żmudnej i częstokroć nieefektownej pracy, nie pociągnie. Na dłuższą metę przydałby mu się do pary siermiężny muł.

  • Ręasumując - to jest, dobre, nawet kurewsko dobre momentami, ale tylko pod warunkiem, że jest to w takiej formie, w jakiej jest; dłuższe być nie może, a - moim zdaniem - byłoby jeszcze lepsze, gdyby nieco skrócić. Wówczas niektóre perełki, jak "samobójcy z wykształcem baletowym, cyrkowym bądź budowlanym", mniej by się w tekście rozpływały.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się