Naszych ludzi gniotą powietrze

Autor: Konrad Góra, Gatunek: Proza, Dodano: 03 maja 2013, 18:30:16

Spłoszyliśmy szczura spomiędzy kartonów i skrzynek z przekwitłym brokułem pod folią; nieśpiesznie, bez żadnych objawów istotnego strachu zanurkował w żebra kraty. – Naszych ludzi gniotą powietrze i prawdy, w których jeszcze żyją. – Krytyczny Filozof zajął miejsce w sercu pierwszego kręgu. Ja usiadłam i oparłam się plecami o rampę dyskontu; od przodu wiecował większościowy związek zawodowy, który dla nas nie miał czasu. Pilnowało nas sześciu policjantów w mundurach i dwóch albo czterech wywiadowców. – Rdzeń ich kręgosłupów jest wypełniony flegmą nie do wyrzygania, ich wątroby stygną w żółci. – Odstawił głowę od megafonu, skandowanie z przeciwległej strony czyniło jego tokowania nieczytelnym. Otworzyłam piwo kupione u konkurencji. Pod jej rampami, za godzinę i pięć minut przejścia, schemat miał zostać odwrócony. Twarze wywiadowców ani drgnęły, po mundurowych przeszedł dreszcz dezorientacji, ale szybko im przyszło zrozumieć, że szukamy prowokacji: iżby się ku mnie dostać, musieliby przełamać cztery kręgi moknących. –Stygną. Już dawno temu zostały zapieczone do wewnętrznej granicy tkanki w mazucie i krwi. - Szczur przebiegł pod ochroniarzami za kratą. Stojący ni w deszczu ni śniegu, słuchali Filozofa jak radia; to odnosili głowy na właściwą wysokość na dźwięk znanych im słów i frazeologii, to znikali w przyjemnej bezmyślności, kiedy jego tyrady przeistaczały się w mikrooratoria ciekawej, znikąd niepamiętanej, muzyki. Doszło kilku robotników zluzowanych z oficjałki związku. Częstowali papierosami inne kobiety. - Jak śnieg, który w pół jeszcze jest deszczem, tak żyjemy mokrzy od wierzchu i wewnątrz zamarznięci: nasze namiętności są powtarzalne jak czyny przy taśmie, nasze nadzieje da się podliczyć do końcówki ceny. Do trójgroszowego manka. - Krytyczny zdjął coś na kształt brawa, i jak zwykle, przypisał to szczerości swojego wzruszenia. - Kurwa. Suka żydowska. - ochroniarz, na którego wylałam resztkę leżajska, wychrypiał to jak bijący ojciec do dziecka. Filozof płakał i gryzł słowa, jakby pochodziły z niego, jakby były pisklętami łamiącymi jego myśli. - Szczury i synowie, pracownicy, kobiety... - jego narracja uszczątkowiła się do płynnej wyliczanki, mokra młodzież wkręcała się w jego bzdury jak do bitu i rymu. - Chleb, miasto, słońce, pierwszego, drugiego, trzeciego, razem, klęska, troska... - chciałam już drugie piwo, chciałam, żeby już mnie zabrał do mnie, żeby w końcu doszło do niego, że tu nikogo nie ma, że od początku jestem tylko ja, produkująca jego słowa i płacze, w krąg których miejska mierzwa wpływa i rozmywa się jak fantomy pod strugą wody i mojego spojrzenia, że na rampie jest tylko karton mokrego brokułu i ja, złożona w kucki, żeby było mnie jak najmniej , a on jest świstem powietrza z moich płuc, płukanką moich ust z tego, co mi powiedział i zrobił; jego usta wystawały z burego powietrza maja jak zgnieciony w pięści brudny, acz jednodniowy motyl: o tyle, ile mogły się pokazać przy dociśnięciu dłoni do oczu. – I naszych ludzi to powietrze zgniecie i wbije w ziemię, a prawdy, dla których żyjemy nie pozwolą im ani umrzeć, ani powstać: wszyscy czekamy, aż przestaną być ludźmi naszymi i znikną nam z mózgów pamięci podręcznej i wiecznej. - Niepotrzebny od przodu kordon przystąpił do usuwania nas na ulicę; na rampie potrzebne było miejsce do rozładunku ciągnika siodłowego. Powietrze podniosło mnie i płynęłam w jego objęciach razem z wciąż mówiącym Filozofem: śnijmy, bądźmy, kwiaty, serce, twarz, twarze, twarzy... - aż rozrzuciło nas jak od wybuchu i najpierw wypadł mi z ręki, a potem już go nie słyszałam.

 

<table class="cf FVrZGe"> <tbody> <tr> <td class="amq">
</td> <td class="amr"></td> </tr> </tbody> </table>

Komentarze (4)

  • wolę twoją prozę, jej styl i to, jak zgrabnie przemyca lirykę.

  • poezja czy proza u Góry zawsze jest Górą.
    JBZ

  • panie Jerzy, ale pan w dupę włazisz. nie ma czegoś takiego jak "zawsze" :)

  • Jesli ktoś teraz maluje obrazy abstrakcyjne , czy surrealistyczne, to w oczywisty spodób mija się ze swoim czasem. Tak samo w literaturze. To też już było. Nie raz czytałam takie chwilówki. Prędko o nich zapomniano.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się